Odkrycia wakacji 2016 - gąbka do makijażu, henna do brwi, matowe pomadki Lovely

18:30


Cześć, dziś przychodzę do Was z postem nie o typowych ulubieńcach lecz raczej właśnie o moich odkryciach, których dokonałam przez ostatnie dwa miesiące. Sięgnęłam po produkty i rzeczy, których nigdy wcześniej nie używałam, ponieważ uważałam je za zbędne, ale teraz stały się moimi niezbędnikami. Powiem też kilka słów na temat pomadek, które totalnie skradły moje serce, a nie mam pojęcia, czemu wcześniej po nie nie sięgnęłam.


Zacznę od gąbki do makijażu. Nie znalazłam do tej pory pędzla, którym dobrze nakładałoby mi się podkład, dlatego robiłam to palcami. Szał na beauty blender i inne tego typu gąbeczki był już dawno i mimo, że wiele razy widziałam, jak dziewczyny tego używają i do tego bardzo sobie chwalą, to nie sięgnęłam nawet po żadną z "podróbek". Pewnego dnia zobaczyłam gąbkę Life w Superpharm za cenę 10 zł. Wzięłam. Po prostu. Leżała kolejny tydzień nieużywana. Podejście pierwsze - nieudane, drugie podobnie, nie daje krycia, zżera podkład. Wiedziałam, że trzeba ją zmoczyć, ale mówię "niee no, wtedy to w ogóle się nie pomaluje". Zaczęłam jej używać do bronzera w kremie, całkiem fajnie go rozprowadzała, dobrze się go wklepywała i to, że troszkę go zjadała było pomocne. Kolejne podejście do podkładu - namoczyłam ją - cud. Działa. Nie daje efektu maski, ale pozwala uzyskać fajne krycie, wszystko ładnie się wtapia. Dla mnie wielkim plusem jest to, że nie brudzę sobie rąk, nie muszę tracić czasu przed wyjściem na doszorowywanie podkładu spod paznokci. Czyściłam ją bardzo wiele razy i wszystko schodzi (używam mydła w kostce).


Nie mam porównania do innych gąbek, bo to moja pierwsza, ale nie ostatnia. Czytałam niepochlebne recenzję na temat akurat tej gąbeczki Life, ale jak na razie mi wystarcza, a skoro inne są lepsze, to na pewno przetestuję.


Kolejne odkrycie to henna do brwi. Moja to Delia henna w kremie. Mam ją w kolorze ciemny brąz, czego nie byłam pewna, bo jestem blondynką i niby powinnam użyć grafitowej, ale stwierdziłam, że moje brwi są właśnie bardziej brązowe. Pomyślałam, że henna pomoże zaoszczędzić mi trochę czasu przy porannym malowaniu, chciałam wybrać się do kosmetyczki, ale to już więcej czasu. Zastanawiałam się, czy kupić tą hennę, czy nie. Obejrzałam filmiki na YT, pooglądałam zdjęcia na blogach i zdecydowałam się. Przygotowanie było bardzo łatwe, samo nakładanie także, użyłam pędzelka do brwi. Strasznie bałam się, że zrobię sobie krzywdę, brwi będą rude, bardzo ciemne i sztuczne, dlatego zmyłam hennę po 4-5 minutach. Zdziwiłam się, bo brwi zostały lekko przyciemnione, wyglądały naturalnie, poprawił im się jakoby kształt, ponieważ henna złapała trochę skóry, gdzie mam prześwity.  


Wszystko to trwało 10 minut. Po tygodniu efekt jest już słaby, dlatego muszę "zabieg" wykonywać właśnie co tydzień. Nie przeszkadza mi to, bo wszystko idzie ekspresowo, a przy makijażu uzupełniam lekko miejsce, gdzie brwi nie chcą mi rosnąć i wygląda to naturalnie i naprawdę ładnie.

Ostatnia rzecz to Lovely extra lasting, czyli matowy błyszczyk z długotrwałą formułą. Aplikator jest typowo błyszczykowy, wygodny w użyciu. Posiadam kolorki 3 (czerwień) i 2 (brudny róż mocno wpadający w fiolet), brakuje mi jeszcze jednego i jestem pewna, że niedługo go kupię.


Pomadki są matowe i niesamowicie trwałe, ich nakładanie nie sprawia dużego problemu. Podczas ich noszenia nie towarzyszy mi uczucie ściągnięcia, nakładam je zawsze na raczej dobrze wypielęgnowane usta, prezentują się wtedy bez zarzutu, lekko ścierają się podczas jedzenia. Jak już wspomniałam wcześniej, słyszałam o nich dawno wiele dobrego, ale aż do niedawna nie wpadły w moje ręce. Bardzo się cieszę, że je przetestowałam, bo zostaną ze mną na dłużej.

Pewnie dawno znacie moje odkrycia, ale dajcie znać. A może znalazłyście coś same?


Wybrane dla ciebie

9 komentarze

  1. Ja mam gąbeczkę GlamSponge i na początku uwielbiałam nią nakładać podkład na mokro, ale po jakimś miesiącu znudziło mi się moczenie tej gąbki, wieczorem mycie jej, znowu rano moczenie i ciągle to samo, dlatego przerzuciłam się na pędzel. Mam obie te pomadki w płynie z Lovely i je uwielbiam. Bardzo długo mi się trzymają, a czasami nawet mam problem, aby zmyć czerwoną. Polecam Ci wypróbować też te z Wibo Million Dollar Lips, trochę gęstsza formuła i na początku trochę się klei na ustach, ale później przestaje, a trzyma się jak beton :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, super, na pewno się na nie skuszę. No z tym myciem i moczeniem to prawda. A jaki pędzel polecasz?

      Usuń
    2. Nie mam żadnego takiego firmowego pędzla. Ponad rok temu kupiłam zestaw 10 pędzli Jessup i tam był taki średniej wielkości, zaokrąglony, fajnie zbity pędzel. Na zdjęciu trzeci (z tych dużych) od lewej http://i00.i.aliimg.com/wsphoto/v0/1754005746/New-Professional-10pcs-Black-Silver-Foundation-blush-Liquid-brush-Kabuki-Makeup-Brush-tools-set-.jpg

      Usuń
  2. Te matowe pomadki Lovely mnie zaciekawiły, mają piękne kolorki :) W dodatku plus za trwałość i brak ściągnięcia, to się ceni :)
    Jeśli możesz, kliknij w linki w najnowszym poście :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie warto poznawać tańsze gąbeczki! :D Ja serdecznie polecam tą z h&m :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o gąbki, u mnie sprawdza się tylko BB :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja muszę zainwestować w nowa gabeczke :)

    OdpowiedzUsuń
  6. wow muszę sobie kupić te błyszczyki z Lovely - piękne!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Błyszczyki zawsze do mnie mówią weź nas jak idę przez Rossmanna, ale jakoś jestem odporna na ich głos, co do henny jestem z niej zadowolona, a czasami jak muszę brwi pomalować kredką, bo ona zeszła bardzo to już nie pamiętam jak heh :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, to dla mnie duża motywacja, a także szansa na poznanie nowych blogów, chętnie Was odwiedzam. :)